17 października 2019 Autor: Piotr Tatarski

Mr. Fenomen

Zastanawiałem się od czego zacząć pisać tutaj na Forum Nowej Polski.  Forum Nowej Polski powstało z potrzeby serca i rozumu by podzielić się z Wami tym, kim powinniśmy być, dla jakich spraw warto działać i po co żyć. Jaki sens ma nasze życie, dziś w epoce szybkich informacji i globalizacji, gdzie coraz mniej człowieka, a więcej bliżej nie określonych relacji. Chcę Wam przypomnieć postać, która pokazuje, że można łączyć wszystko w jednym i w tym nie  zatracić  siebie, własnego ja, odpornego na czynniki zewnętrzne, wiernego własnym wartościom. Postaci, która  walczyła o to, by pokazać Wam świat, który może być  piękny bez względu czy czujemy się wolni,  jesteśmy wolni, czy będziemy wolni.

Postanowiłem napisać o nim, o Fenomenie wśród kucharzy i ludzi piszących o kuchni i kucharzach – o Anthonym Bourdainie, człowieku wielu talentów, amerykańskim szefie kuchni, kucharzu, aktorze, muzyku, restauratorze, piosenkarzu i w końcu osobowości telewizyjnej, którą cały świat zapamiętał z jego opowieści o świecie, zawsze przy wspaniałym jedzeniu. Wszystko co robił miało zawsze jeden mianownik ” jedzenie”. Nie jakieś wyszukane, ale proste, dla każdego, takie jakie kochał – po prostu dobre.

Jego  Fenomen brał się stąd, że łączył wszystkich, kucharzy, podróżników i smakoszy. Każdy kto go oglądał chciał z nim być tam, gdzie właśnie on  był. Chciał jeść z nim, napawać się hedonistycznym podejściem do życia. Na pierwszy rzut oka jak się na niego patrzyło myśl była jedna: ależ to szczęśliwy gość! Tylko nieliczni wiedzieli jakie demony ma w sobie i jak próbuje od lat sobie z nimi radzić.

Bourdain jak mało kto, sprowadzał jedzenie do podstawy egzystencji, nie bał się spuszczania krwi z żywych zwierząt, patrzył na to oczami niczym nie skażonego poprawnością polityczną pasjonaty, który jadł, pił i się świetnie przy tym bawił a co najważniejsze budował relacje z ludźmi.

„W dobrym jedzeniu chodzi wyłącznie o krew i narządy, okrucieństwo i rozkład. O naładowany sodem wieprzowy tłuszcz, o śmierdzące tłuste sery, o delikatne gruczoły grasicy i rozdęte wątroby młodych zwierząt.”

Tak brzmiały pierwsze akapity w „New Yorker” w roku 1999.  Autor naśmiewał się z ludzi, którzy w knajpie zamawiają ryby we wtorek , pisał dlaczego nie należy jeść steków dobrze wysmażonych i nabijał się z tych, co gotują w lateksowych rękawiczkach. Tym autorem był właśnie Bourdain.

I tak z tej pasji i zabawy narodził się „Anthony Bourdain: No Reservations”. Przez siedem lat powstało ponad 140 odcinków. Jeździł po całym świecie i pokazywał nam smaki życia i jedzenia, ale zawsze osadzone w konkretnej sytuacji danego kraju. Do jednych z  najbardziej pamiętnych odcinków należał ten zrealizowany w Bejrucie w 2006 r., w trakcie konfliktu izraelsko-libańskiego. W samym centrum konfliktu Mr. Fenomen  zamiast odłożyć kamerę i uciekać z kraju, zdecydował się nagrywać dalej, dokumentując swoje dni w oblężonym Bejrucie, z którego ostatecznie został ewakuowany. Ten wspaniały odcinek „No Reservations”  nie dość, że został nominowany do nagrody Emmy, stał się drogowskazem do budowania narracji o jedzeniu w tle bieżących wydarzeń w danym kraju dla całej serii, która stała się kultowa. Siedział w jakiejś knajpce w Iranie czy Kongo i pijąc zmrożone piwo próbował zrozumieć los mieszkających tam ludzi, czerpiąc radość z obcowania z ludźmi, którzy w świecie zachodu czuliby się zniewoleni, a tam pogodzeni ze swoim istnieniem, gdzie właśnie posiłek, jedzenie jest czymś co stanowi o ich wolności.

Fenomen Bourdaina, to również szybkie wchodzenie w relacje, bez barier, bez uprzedzeń, z otwartością na inność, bo jak twierdził inność to historia, a bez niej jesteśmy niczym.  Szukanie  wolności dla każdego z nasz może być czymś innym. Patrzyłem na niego i wiedziałem, że on wolność znajdował w jedzeniu. Kochał wieprzowinę, to ona  go napędzała, bez niej nie mógł wylecieć z jakiekolwiek kraju. O jakże cierpiał, gdy był w Iranie. Fenomen, mistrz riposty, mistrz narracji, człowiek tak wielu talentów zmarł 8.06.2018r, pokonał go jego demon – depresja, z który pomimo zewnętrznego szczęścia, wewnętrznie go zniszczył.

Anthony Bourdain i Kamau Bell