18 października 2019 Autor: Piotr Tatarski

Wygrał, ale przegrał?
PiS w nowej sytuacji

Nastroje w partii rządzącej są dwukolorowe. Z jednej strony drugi raz z rzędu PiS zdobywa wymaganą większość, by móc rządzić samodzielnie, z drugiej jednak strony mimo transferów socjalnych, na które rząd przeznaczył 100 MLD PLN, nie ma spodziewanego przez Prezesa  nokautu.  Co się więc takiego wydarzyło, że partia Kaczyńskiego mimo wygranej czuje się przegrana? Od miesięcy obserwujemy działania rządu i partii, które zaczynają mieć wpływ na przeciętnego Polaka. Sprawa praworządności, która na początku poprzedniej kadencji Sejmu była wniesiona przez PIS,  nie dotykała nikogo z naszych obywateli bezpośrednio, to była jakaś bliżej nie zrozumiała rozgrywka polityczna,  którą Polacy masowo się nie interesowali. Nie miała ona wpływu na ich życie, więc poparcie dla PiS nieustająco było wysokie. Rządzący wprowadzili obiecane 500+, a Polak i tak wszystkie potknięcia wybaczał władzy.
Jednakże, gdzieś w połowie rządów zaczęły się  istotne zmiany. Najpierw uchwalono wątpliwej jakości ustawę o zakazie handlu w niedzielę, ale ponieważ tu jeszcze dano okres przejściowy do całkowitego zakazu, Polak nie przejął się tym zbytnio, myśląc że jakoś to będzie , że coś wymyśli, jakieś aktywności poza chodzeniem po galeriach. Jednakże koniec kadencji  to już równia pochyła afer,  jakichś bliżej nie zrozumiałych nominacji, szczucie jednych na drugich, budowa państwa ksenofobicznego, gdzie jedyną wartością stała się przynależność mentalna do tych co sprawują władze. Wszyscy inni to wrogowie, nie współobywatele, nie Polacy, a jakaś opcja niemiecka, europejska, ale bynajmniej  nie polska.
Istotnym elementem tej całej układanki w zmianie myślenia o PiS, jest sytuacja w służbie zdrowia, oświacie  i coraz bardziej ważnym temacie, szczególnie dla młodych ludzi – ochrona środowiska. PiS nie ma pomysłu jak rozwiązać te problemy, raczej brnie jeszcze dalej w przepaść.

Na koniec, w ostatnich tygodniach kampanii PiS postanowił dołożyć małym i średnim przedsiębiorcom zapowiadając absurdalne przepisy podatkowe. Dodatkowym elementem jest też fakt ekonomiczny,  w roku 2015 – 500+ to była konkretna kwota, dziś poprzez inflacje zaczyna być ona niewystarczająca, co część Polaków dostrzega i gdzieś wewnętrznie ma chęć wyrażenia, że to, co dostał do tej pory wymaga istotnej korekty.

Machina walca przestała działać, kolejne obietnice nic nie wniosły, bo były kierowane do wszystkich, straciły swoją wyjątkowość i wiarygodność. Każda partia chce coś dać.

Opozycja mimo swoich wad, trochę odrobiła lekcje i zaczęła budować narrację wokół problemów, a nie tylko grając na anty PiS.

To co jednak najbardziej istotne, stąd nie tęga mina Prezesa, to nowa sytuacja w Senacie i Sejmie.
Co do pierwszego to przewaga jednego głosu, może nie jest duża, ale działa prestiżowo i psychologicznie, bo od teraz Marszałek Senatu, będzie obecny w życiu publicznym (np. wygłosi orędzie w TVP ) i będzie reprezentował tych, co do tej pory byli uznawani za persona non grata. Dodatkowo Senat może długo przeciągać proces legislacyjny i uprzykrzyć życie rządzącym, którzy do tej pory lubili sobie w nocy coś uchwalić. Jest to pierwszy krok dla opozycji i wiara w to, że z PiS można wygrać. Pomysł Donalda Tuska został zrealizowany prawie w 100% i odniósł efekt.  W sejmie natomiast po wyborach mamy jeszcze ciekawiej, a wszystko rozegrało się o 3 zasadnicze czynniki. Po pierwsze, przepływy elektoratu dot. partii Pawła Kukiza, która była rewelacją wyborów parlamentarnych w 2015 roku. Wszystko się jednak zmieniło. Teraz ludzie Kukiza i on sam startowali z list PSL. Na to ugrupowanie zagłosowało 21,9 proc. wyborców sprzed czterech lat. Dawny elektorat bardziej do siebie przekonała Konfederacja (23,9 proc. głosów). Trzecim wyborem dopiero  było w niedzielę Prawo i Sprawiedliwość (22,2 proc.). Na dalszych miejscach zaskakująco wysoko Koalicja Obywatelska (16,1 proc.) i SLD (12,2 proc.). Kukiz cztery lata temu zmobilizował wielu młodych, antysystemowych wyborców. Teraz ta grupa “odpłynęła” do Konfederacji. Konfederacja ulokowana po prawej stronie od PiS, będzie chciała się wyróżnić na tle PiS bardziej światopoglądowo i podnosić postulaty o wolności gospodarczej. PiS zatem będzie musiał siła rzeczy szukać miejsca w środku, a to spowoduje rozmycie do tej pory silnie działającego monolitu przekazu. Po drugie, nie udało się PiS wypchnąć PSL poradzili sobie i zdobyli całkiem przyzwoity wynik, a Kosiniak Kamysz podczas kampanii był dobrą twarzą całej opozycji. To co jednak będzie dla Prezesa największym wyzwaniem, to pogodzenie dwóch frakcji w samym PiS-ie. Gowin jako Porozumienie nagle sobie przypomni o przedsiębiorcach i praworządności i będzie grał na centrum, Ziobro i jego Solidarna Polska po przeciwnej stronie zradykalizuje język szukając poparcia wśród podobnego wyborcy jakiego ma Konfederacja. PiS z Kaczyńskim i Morawieckim na czele będzie zatem skazane na te dwie frakcje i będzie musiało szukać kompromisów, by nie stracić możliwości rządzenie. Prezes nie lubi takich zależności, można się spodziewać różnych mało eleganckich chwytów, a jak to nie zadziała, to przyspieszonych wyborów. W tym przypadku, na nowo zdefiniuje się stare powiedzenie, „wyborów się nie wygrywa, a przegrywa ” jak duża będzie to porażka partii, która dziś wygrała, ale w sumie przegrała? Zobaczymy.